Tu jesteś: Strona główna - Galeria - Rejs TYTANA
Ośrodek w Binowie
Kursy żeglarskie i motorowodne
Newsletter
Podaj adres e-mail:
Ankieta
Czy nowe przepisy dotyczące sportu są

Konieczne
Zbędne
Nie mają znaczenia dla rozwoju sportów wodnych
Nie mam zdania
Wspierają Nas
Szczecin
Majster
Soraya
BIG Sport
Fresh Art
kursy żeglarskie, żeglarz, kursy na sternika, sternik, czartery, kursy żeglarksie w Szczecinie, kursy na sternika w Szczecinie, kursy w Szczecinie, czartery jachtów, czartery żaglówek
Prognoza pogody
Ranking Stron Żeglarskich
Rejs TYTANA
Jak co roku, pod koniec kwietnia rozpoczęła się seria rejsów szkoleniowych na jachcie TYTAN. Tym razem pogoda nas nie rozpieszczała. Silne wiatry (lub ich zupełny brak) i niskie temperatury spowodowały, że jak to określił znajomy żeglarz, rejsy okazały się być dla prawdziwych mężczyzn (co tam robiły kobiety?). Ów znajomy żeglarz określił to trochę inaczej: "drewniane jachty wymagaja prawdziwych mężczyzn". Tak to było.
No właśnie, jak?
Dojechaliśmy do Świnoujścia trzema samochodami. Kierowcami były same kobiety. Czy to ważne? Pewnie nie, ale "nasz" kierowca przy 160 km/h stwierdził, że... słabo widzi. Cóż, widziałem jak Gama mocniej zaparł się w fotelu.
Dojechaliśmy. Jacht stał w Basenie Północnym. Załoga, którą zmienialiśmy zostawiła nam farelkę i wędkę. Pierwsza przydała nam się bardzo, druga jedynie zawadzała w toalecie. Zaokrętowaliśmy się w składzie: Tomasz Rybarski - kapitan, Jakub Kałuża  - I oficer, Paweł Sternal - II oficer (obydwaj szykują się do egzaminów na sternika) oraz stare wilki morskie - Piotr Kłusewicz Koza i Piotr Gamalczyk Gama nasz Kukmistrz. 
Wypłynęliśmy o 04.00. Dzień wstawał piękny i słoneczny, wiatr NW do W o sile 3 stopni pozwolił na szybką i przyjemną żeglugę do Kołobrzegu. Pierwotnie mieliśmy płynąć na Bornholm, ale Fazi, który musiał naprawiać polską rzeczywistość (jest z Warszawy i wydaje mu się, że tak trzeba) nie mógł być o czasie. Stanęło więc na Kołobrzegu. Bornholm miał być później. Do portu w Kołobrzegu wpłynęliśmy na silniku, gdyż wiatr "siadł" zupełnie na 6 Mm przed portem. Było kilka minut po 16.00. Zwiedzanie starych śmieci i odwiedzanie nowych knajpek zajęło nam cały wieczór...
Sam port to nie poezja. Zimna woda, brudne toalety, daleko do miasta. Rano dojechał Fazi, załoga była więc w komplecie, ale z kolei wiatru również przybyło. I to w zdecydowanym nadmiarze. 7-8 w porywach do 9 z NE, fala 2-3m. Zapadła decyzja, że czekamy na zmianę pogody a zafalowane morze oglądać będziemy przez szyby piwiarni. Wymuszony przestój zburzył plan rejsu, tym bardziej, że kapitan musiał pilnie opuścić gościnny pokład już w piątek.
I tak też się stało. W piątek rano, przy wietrze 4 stopnie z NE i zdecydowanie za dużej fali obraliśmy kurs na Świnoujście, do którego dopłynęliśmy wieczorem. Towarzyszył nam pasażer na gapę, który upodobał sobie róg kokpitu, co utrudniało komunikację, gdyż każda próba przemieszczania się kończyła się gromkim "UWAŻAJ !!!!!!".
Do Świnoujścia dopłynęliśmy tak zmarznięci, że ogrzewana toaleta, potraktowana została jak raj na ziemi. Na jachcie w tym czasie temperatura wahała się pomiędzy 1-2 stoniami C.
Kapitan wyjechał do cywilizacji, a jego miejsce zajął Gerard Wiśniewski. TYTAN następnego dnia opuścił Świnoujście kierując się w odwiedziny do Sassnitz. Kilka godzin postoju, trochę "fikuśnych" kamieni zebranych na plaży i powrót do Świnoujścia. Tym razem niemalże cały czas na silniku z powodu braku wiatru.
Rejs, jak każdy w świetnym towarzystwie, był po prostu udany. Można by jeszcze dodać kilka wspomnień o wyczynach Kukmistrza  Gamy  w postaci np. cebuli z jajecznicą (nie odwrotnie) czy chodzącego po kuchence barszczu. Ale to już opowieść na inny czas...